Przychodzisz Panie mimo drzwi zamkniętych,
Jezu zmartwychwstały ze śladami męki
Ty jesteś z nami, poślij swego Ducha
Panie nasz i Boże uzdrów nasze życie...
Zaczęło się od snu. A właściwie dwóch.
Dwie różne drogi, dwa różne pragnienia.
(Choć oba są pragnieniem miłości, realizacji miłości).
W pierwszym - droga powszechna, a jakże indywidualna.
Nie ma mnie tam, śni się ktoś inny,
Osobiście nie znany.
Budzę się późno, wyspana, ale nie chcę wstawać.
Zasypiam.
Drugi sen tak inny od poprzedniego.
Tęsknota.
Budzę się i po raz kolejny zaczynam zastanawiać się,
Czy tak miało być, czy ja mogłam zrobić coś lepiej?
Analiza zostaje zatrzymana:
Może teraz tak ma być.
Pokój.
Daj mi otwartość
Na kiedyś.
Cokolwiek będzie się działo.
Teraz nie dokonam wyboru
Jeszcze nie jestem wolna.
Pewnego dnia.
Dziś jest we mnie nadzieja
Na życie prawdziwe.
Wierzę, że...
Mozolne zmaganie się ma sens.
Chcę czegoś posłuchać.
I tak, zamiast innej piosenki
Włącza się to.
Zaskakujące, jak bardzo ten tekst dziś trafia do mnie.
Drzwi zamknięte, lecz On wcale nie zamierza czekać, żeby do mnie przyjść.
Przychodzi.
Ja też
Wstanę i pójdę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz